... wyczarowane igłą i nitką ...

sobota, 14 maja 2016

Miniatury Klimta

Chciałoby się pohaftować, ale wszechobecny pył od szlifowania unosi się u mnie w domu. Mąż nie ma litości, w tempie żółwia posuwają się wszystkie prace. Kierując się rozsądkiem pochowałam duże kanwy ze strachu, że nie dopiorę ich później. Tylko jak tu wytrzymać bez haftowania. W grę wchodziło tylko coś małego i padło na miniatury Klimta. Nawet dobrze się złożyło, bo od dawna miałam na nie chrapkę :-)


Trudno było mi się zdecydować. Wszystkie są urzekające. Ostatecznie wybór padł na obraz na pierwszym planie:

 
Sam obrazek nie jest duży, bo to tylko 74x60 krzyżyków i 14 kolorów. Przy tych kolosach to maluszek. Troszkę musiałam się nagimnastykować, bo po haftowaniu na krośnie odwykłam od trzymania w łapkach. Małego tamborka niestety nie posiadam. Po kilku dniach dłubania z doskoku mam już tyle:
 
 
Pooglądałam sobie Eurowizje i mam tyle :-) :
 
 
 
Dziękuje Wszystkim zaglądającym. Miło mi, że codziennie ktoś tu zagląda. I tak sobie pomalutku planuje niespodziankę. Ale na razie sza .... szczegóły już niebawem :-).
 
 

sobota, 30 kwietnia 2016

Wreszcie koniec kwietnia.

No i mamy ostatni dzień kwietnia. Dobrze, że już się kończy ten miesiąc, bo nic dobrego mi nie przyniósł, poskąpił mi czasu na haftowanie. W domu remont na całego, nic tylko latam na szmacie i sprzątam, żeby jako tako było i się człowiek nie dusił od kurzu. W drugiej połowie kwietnia pięć dni w szpitalu z dzieckiem, planowana operacja w Kajetanach.
Na całe szczęście pozytywy jednak jakieś są, bo by człowiek padł i nie powstał. Dziecko ma już z głowy wszczepienie implantu ślimakowego, a ja jutro wprowadzam się do nowej sypialni :-). Też udało mi się zrobić coś malutkiego :-)


Jak na szybko szykowałam sobie nitkę do szpitala to wydawała mi się bardziej fioletowa. W efekcie jest bladziutka, a miała trafić do pokoju mojej Małgoni. Ale i tak się cieszę, że powstała ta literka. Schowam ją do szufladki na "przydasie" i zobaczymy :-) co los jej przyniesie. I to na tyle w tym koszmarnym kwietniu .... życzę Wam pięknej majówki :-)

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Czarny Kot

Swego czasu bardzo lubiłam hafty czarne :-), a w szczególności spodobały mi się przygody czarnego kota. Wzorków troszkę udało mi się znaleźć, ale jak na razie tylko te doczekały się wyhaftowania, nie są to nowe prace, a wykonane jakieś 3-5 lat temu, natrafiłam na nie przygotowując pokój do malowania, służący do wrzuć tam i zapomnij, że to masz :). I całe szczęście, bo jak na nie popatrzyłam to zapragnęłam dorobić kolejne. Mało w nich krzyżyków, więc w zasadzie można je produkować będąc pasażerem ;)
 


Prawda, że przesympatyczny kotek :-)
 

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Krosno z PCV

Co tu zrobić, żeby sobie pomóc i polepszyć w haftowaniu. Wszystkie krosna jakie znalazłam w sklepach internetowych jakoś do mnie nie przemówiły :(. Cóż, pomyślałam sobie, że może mi nie jest pisane. Skupiłam się więc na doszkalaniu w parkowaniu na filmikach i trach, film jak zrobić sobie krosno z rurek PCV. Pomierzyłam sobie jak to ma wyglądać i wyruszyłam do OBI. Jak typowa kobieta patrzę na rurę 3m i zastanawiam się jak ją w Punto upchnąć, mówię Wam komedia, po 30min łażenia po sklepie z rurą i obmyślania planu jak ją zapakować przypomniało mi się, że na OBI jest warsztat, gdzie przycinają. Pan był tak cierpliwy, że pociął mi ją już na odcinki gotowe do złożenia. Jak powiedziałam mu, że potrzebuje dwa odcinki 3 cm, to spojrzał na mnie, czy aby na pewno 3 a nie 30. Ubaw miałam po pachy :D. Po złożeniu moje krosno wygląda tak:



Rurki można podmieniać, więc pełnia szczęścia. Można też w przyszłości zmodyfikować na stojące, troszke inspiracji z filmików i można sobie cuda zmontować niskim nakładem pieniędzy. Moje zmieściło się w 40 zł i mam odłożone 3 krótsze rurki na zmianę szerokości. Tak naprawdę to zamieniając rurki można sobie zmontować kilka kombinacji. I takim oto niewielkim nakładem pieniążków można się przekonać, czy krosno jest tym czego nam potrzeba. U mnie był to strzał w 10. A tak prezentuje się mój pociąg naciągnięty na rurki:
 

Materiał przypięty mam znaleziskiem w warsztacie, ale nie powiem jak to się fachowo nazywa, ale po przykręceniu do ściany wpina się w to rurkę. Na razie ta opcja mi odpowiada, a w przyszłości domówię sobie klipsy do mocowania w tunelach folii na rurach.
W poprzednim poście pisałam o parkowaniu. Dzisiaj z dumą mogę powiedzieć, że parkowanie wcale nie jest takie trudne :-) i ja jestem jedną z parkujących. Miałam obawy, że ilość nitek obniży komfort pracy, nie obniżył, a wręcz przyśpieszył. Oczywiście przy małych pracach wyszywam po staremu i na tamborku lub w dłoni, ale na krośnie króluje parkowanie :-D. Teraz HAED-y mi nie straszne :-)
 
 
 A na zakończenie, takie moje malutkie owieczki, po oprawieniu trafia do łazienki :-). Moja córcia jest nimi zachwycona. I nawet się śmieje, że z gazeta to tata, w wannie ona i powinnam jak najszybciej dorobić jeszcze siebie pod prysznicem :-)


 
 

Dziękuje Wszystkim za odwiedziny i pozostawione komentarze.

poniedziałek, 28 marca 2016

Train of Dreams - odsłona 2

Pierwszy miesiąc z pociągiem prawie za mną. Wyszytych jest 4800 krzyżyków. Strasznie powoli ich przybywa i jak policzyłam średnią, to mi wyszło, że dziennie ok 170 krzyżyków. Jak na moje możliwości jest to mało, ale sporo dni było takich, gdzie nie postawiłam w tej pracy ani jednego xxx. W ogóle ten miesiąc taki jakiś leniwy :-), ale polenić też się trzeba :).





Wyszywanie tego obrazu uświadomiło mi, że pora na zmiany w sposobie wyszywania. Otóż sprawy maja się następująco. Na dłuższą metę szycie kolorem w wybrany sektorze jest fajne, ale już wypełnianie dziur pojedynczymi kolorami nie. Zaznaczanie markerem wyszytych krzyżyków jest fajne, ale wyszukiwanie niewyszytych pojedynczych już nie. Zakańczanie nitki w gąszczu tragiczne, muszę zmieniać igłę na ostrą, bo tępą zanim się poprzebijam to mnie biała gorączka bierze ;). Tak więc postanowione. Dzisiaj się szkolę na filmikach, a od jutra parkuję. Dziękuje za odwiedziny, napiszcie jak wyszywacie swoje prace, a może też parkujecie. Podzielcie się ze mną swoimi doświadczeniami z parkowaniem :-)
 

piątek, 25 marca 2016

Wesołego Alleluja !

Zdrowych i spokojnych Świąt Wielkiej Nocy, przepełnionych radością, miłością i wiarą. Niech Wielkanoc przyniesie Wam spokój i radość, z nadchodzącej wiosny. Pogody ducha i radości, z faktu Zmartwychwstania Pańskiego oraz smacznego jajka i mokrego dyngusa, w gronie najbliższej rodziny. Wesołego Alleluja!



 

środa, 16 marca 2016

Trochę wspomnień i prac, które wyszły spod mojej igły :-)

Ponieważ ostatnio jakoś nie po drodze mi z igłą, pokażę Wam trochę moich prac :-)

Serwetka wykonana już nawet nie pamiętam jak dawno temu, chodziłam wtedy do podstawówki, po wielu latach leżenia w szafce moja mama znalazła dla niej zastosowanie, robi za piękną ozdobę pralki :-)


Poduszka robiona resztkami wełny, to chyba wtedy zakochałam się w haftowaniu xxx. Pamiętam jak dziś moja babcia robiła na drutach i szydełkiem, moja mam haftowała richelieu, a ja xxx.


 
Potem przyszedł czas na liceum i studia, i właściwie nie miałam czasu, a może bardziej towarzystwa takiego, które by coś robiło takiego. Czas stracony - może, a może czas na to żeby dojrzeć i docenić sztukę wytwarzaną swoimi rękami :-)
 
Dziś wiem, że gdyby los nie rzuciłby mnie w Bory Tucholskie do Osia za stażem, pewnie bym już niczego nie wyhaftowała. Pewna Pani w tej mieścince sprzedawała gaz w butli do kuchenek i to do niej się wtedy udałam, żeby go zakupić. W korytarzyku, gdzie czekałam na podmiankę pustej na pełną wisiały obrazki o przeróżnej tematyce, ale najważniejsze ..... wszywane krzyżykami. W tym dniu głęboko zakopana miłość do haftowania rozkwitła.
 
Nie jest może najlepszy, ale do dziś dzień jest ze mną i łezka mi się kręci w oku, bo dzięki temu obrazkowi zaczęłam haftować znowu.
 
 
Na drugi ogień poszedł ten oto obraz, wisi nad telewizorem :-) i  jako pierwszy został oprawiony :-)
 
 
Powstało potem bardzo dużo większych i mniejszych prac, oto niektóre z nich:
 

Właścicielką jest Karolka :-), która jest wypisz wymaluj jak ta dziewczynka z obrazka.
 
Ten trafił do Marcelinki :-)
 
Wschód i zachód słońca w mojej sypialni :-)
 
Kurki zdobią ścianę u mojej teściowej :-)
 
Ten skończyłam w 2008, strasznie długo go robiłam bo jakieś 3 lata z ogromnymi przerwami i jest to mój największy obraz, ostatecznie stał się prezentem dla mojego brata.
 
 
A teraz trochę różności, które wypadły spod mojej igły:
Dwa tamborki, za małe żeby na nich haftować, ale w sam raz, żeby wcisnąć w nie trochę Wenecji :-)
Ten hafcik został specjalnie zrobiony na worek na suszone grzybki.
 
 
Zostały mi jeszcze takie maleństwa, które czekają. Sama jeszcze nie wiem co z nimi począć.
 

Przy tych dwóch obrazach pomagał mój mąż, uczył się na króliczkach stawiać xxx, a potem zapragnął wyhaftować bardziej ambitny obrazek. Dostał więc ten widoczek z mostkiem i jakieś 10% to jego udział w nim, resztę pozwolił mi wspaniałomyślnie dokończyć hihihihi .... nie spodziewał się, że to idzie tak powoli ;), na dzień dzisiejszy ograniczył swój wkład w hafty do wyrażania ochów i achów :D


 
 
 
I wreszcie obrazy, które mają już kupione ramy i czekają na powieszenie po remoncie, jeden do pokoju telewizyjnego, drugi do pokoju córci:

 

I na koniec moich wspominek zaprezentuje metryczkę mojej córki, w schemacie dziecko leży na kolanach aniołka, a ja sobie troszkę pokombinowałam i śpi na podusi :-)

 

I na tym kończę moje wspominki, dziękuję za to, że dobrnęliście do końca.
Mam nadzieję, że moje dzieła choć troszkę się podobają. Miło mi będzie jeśli pozostawicie po sobie komentarz. I do następnego posta, ale tym razem skupimy się już na teraźniejszości i tym co teraz robię :-)